Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background

Sztuczne muszki - ich wielcy twórcy oraz teoretycy nowoczesnego wędkarstwa muchowego

Wędkarstwo muchowe, katalog much

Sztuczne muszki – ich wielcy twórcy oraz teoretycy nowoczesnego wędkarstwa muchowego

autor: Wojciech Węglarski

 

    John Veniard w swoim Fly Dresser’s Guide wymienia uznaną przez siebie grupę najbardziej zasłużonych wędkarstwu muchowemu osób. Na pierwszym miejscu umieściłbym tutaj F.M.Halforda z jego wiekopomnymi „bibliami” muszkarstwa, m.in. Dry Fly Fishing in Theory and Practice (to klasyk!), Floating Flies and How to Dress Them, oraz The Development of the Dry Fly.

Następni bardzo wielcy albo tylko wielcy teoretycy lub praktycy, to:

G.E.M. Skues, H.G.McClelland, T.Gordon, Dr V.Baigent, J.W.Dunne, J.H.Hale, A.Courtney Williams,L.West, W.Lunn, T.J.Hanna – i wielu,wielu innych.

Na osobne wyróżnienie zasługują, obok Halforda, ludzie którzy badali i prezentowali świat owadów ważnych dla rozumienia wędkarstwa muchowego; po prostu studiowali  mechanizmy odżywiania się „muchowych” ryb. Są to: J.R.Harris ze swoją An Angler’s Entomology i J.Goddard ze swoim dziełem Trout Fly Recognition.

W grupie muszkarzy-praktyków trudno nie zauważyć tych, których doświadczenia w eksperymentach opracowywania skutecznych wzorów muszek, zostały opisane w bardziej lub mniej dostępnych publikacjach. Trudno dziś jednoznacznie osądzić, czy kierowała nimi chęć sławy, czy może po prostu ludzka życzliwość w dzieleniu się swą wiedzą z innymi.

Próbę czasu przetrwały tez nazwiska takie, jak: T.J.Hanna – twórca wielu muszek - z książką Fishing in Ireland, także W.Lunn dał w swej książce River Keeper wiele opisów swoich oryginalnych muszek. Dalej – J.W.Dunne – autor Sunshine and the Dry-fly, także R.Wooley – autor Modern Trout Fly Dressings z opisami wykonań (recepturami) ponad 400 muszek, a także autor The Fly Fisher’s Flies. Także amerykański znany wykonawca muszek R.Bergmann – autor cenionej książki Trout (o połowach pstrągów i muszkach na nie).

                   Zdecydowana większość tych wynalazców muszek, które zdały praktyczny egzamin w łowiskach i które trwale wkroczyły go grupy GENERAL PATTERNS, swoje osiągnięcia publikowali – przede wszystkim – w niezliczonej ilości czasopism wędkarskich, często o ograniczonym terytorialnie zasięgu, więc – siłą rzeczy – ci twórcy dość szybko przeszli do anonimowego grona społeczności, która wspólnie zbudowała bogaty gmach wiedzy muszkarskiej. Przy całej wówczas masowości, zaangażowanie Brytyjczyków – od prostego woźnicy do jaśnie wielmożnego lorda – było w sumie ogromne. Nie znaczy to jednak, że u innych nie działo się nic ważnego w muszkarstwie. Panowie Anglicy mają jednak tę charakterystyczna cechę, gdy lata kolonialnego mocarstwa nauczyły ich jednego, że ich racje muszą być – z definicji – zawsze na wierzchu, stąd w szeroko rozumianym muszkarstwie wypromowali sobie prymat spychając w cień niewątpliwe osiągnięcia innych nacji – i to zarówno w Europie jak i w krajach Commonwealthu (byłe kolonie), bo przecież i tam docierali muszkarze i tam wymyślali i stosowali swoje rozwiązania, często na bazie znanych wzorów, lecz dostosowanych do specyficznych, lokalnych warunków.

                   Kto miał okazję i chęć oraz możliwość publikacji, ten wchodził do historii światowego muszkarstwa, a że czasem tylko kuchennymi drzwiami – to nieważne, bo i tak, po pewnym czasie, ktoś pozbierał i opisał te przeróżne wzory, dzięki czemu zaczęły one żyć w różnych późniejszych katalogach i opracowaniach. W takim n.p. Pocket Guide to Trout & Salmon Flies Bucklanda (GB) aż roi się od muszek rodem z Afryki, Nowej Zelandii, Australii czy innej Kenii. Nie brak tam europejskich rozwiązań, choć jest ich tam o wiele za mało biorąc proporcje, ale o tym nieco później.

Pozostaje jeszcze przy autorach z British Commnowealth. Wielu z nich zapewniło sobie nieśmiertelność, (ale brzmi to pompatycznie!), dzięki temu że nazwy ich muszek zawierały nazwiska ich twórców – zarówno tych wielkich i nieco mniejszych. Wspólną cechą tej grupy uznanych praktyką „nazwiskowych” muszek były pozytywnie zdane łowiskowe egzaminy. Pozostałe, a niewątpliwie liczne pomysły, po negatywnej praktycznej weryfikacji, po prostu odeszły w cień zapomnienia. Kto teraz np. wie jak wyglądała taka Xenica, której nazwa brzmi tajemniczo i dostojnie?

Przytoczmy więc tylko kilka takich muszek, które zasłużenie znalazły swe miejsca na liście zaszczytnej grupy GENERAL PATTERNS. Są to:

Hofland’s Fancy, Wickham’s Fancy, Watson’s Fancy, Pennell’s Claret, Peter Ross czy Hardy’s Favourite. Nawiasem mówiąc - co do tej ostatniej muszki – po co w nowszych katalogach nawet szanujących się firm przekręca się tę nazwę na „Hardie’s Favourite”? Wracając do meritum, jasno widzimy, że nawet i tutaj spotykamy wielkie i mniejsze nazwiska.

 

                    W drugim niejako szeregu plasują się też niejednokrotnie duże osiągnięcia muszkarskie – zarówno literackie jak i wykonawcze.

Zacznijmy od USA: Wielkie dzieło J.D.Bates’a Streamers and Bucktails, the Big Fish Flies, N.Y. 1979 – ogromna encyklopedia wiedzy o streamerach i bucktailach (włosiankach), bo ojcami tych przynęt są właśnie Amerykanie ! Inne muszkarskie publikacje, to Herter G.L. Professional Fly Tying Manual, 1941., prace H.J. Noll’a czy wreszcie liczne wydawnictwa Orvisa + niezliczone ilości lokalnych periodyków i wydawnictw.

Teraz Europa: Kilkanaście kolejnych przedwojennych wydań Max von dem Borne Die Angelfisherei, Berlin, Niemcy, L.Seutin Ratgeber fur den Sportangler, Brussels, Belgia, katalogi firmowe Pezon and Michel Etablissement, Paris, Francja, no i w końcu nasza polska duma – Rozwadowski J., Poradnik dla Miłośników Sportu Wędkowego, czyli Sztuka łowienia Pstrąga, Lipienia i Łososia na Wędkę, Kraków, 1900 – pionierska książka dla pionierów polskiego muszkarstwa, wydana po polsku w czasie, gdy Polski już i jeszcze nie było na mapie Europy. Mądre i ponadczasowe uwagi, cenne i celne spostrzeżenia, wykaz i opisy podstawowych muszek, słowem – pierwsza polska biblia wędkarstwa muchowego, żeby wędkarze-Polacy poszli dalej niż połowy pstrąga na glistę, a wędrownej troci (powszechnie zwanej łososiem dunajcowym) – dalej niż na widły lub samołówki kłusowników. Warto tutaj nadmienić, iż w tym dziele zawarte są receptury dwóch oryginalnych muszek Autora. Ich nazwy, to Rozwadowski Fly nr 1 i nr 2. A muszka nawiązująca do słynnej już wtedy jęteczki Grey Drake, lecz chyba zwyczajem tamtych czasów – nieco udziwniona, (taka lekka magia, ogonek = ”dwa włosy z futra niedźwiedziego”) podziałała tak na moją wyobraźnię, że przejęty takim opisem poszedłem na ul. Sławkowską w Krakowie do Muzeum Przyrodniczego, gdzie ukradkiem, ze strachem wyrwałem z futra wypchanego niedźwiedzia kilka włosów i popędziłem do domu, gdzie niezwłocznie zasiadłem do imadełka. Tak – dla porządku – było to pod koniec lat 50-tych XX wieku, więc zaliczam ten eksces do nieszkodliwych błędów młodości.

                 

                   Teraz kilka słów refleksji na użytek tych cierpliwych, którzy bohatersko przebrnęli przez te nudziarstwa. Wydaje mi się, że złoty wiek muszkarstwa dawno już minął. Już dziesiątki lat temu zaczęło odchodzić pokolenie pasjonatów pięknych muszek, eleganckiego łowienia i całej tej staroświeckiej magii wędkarstwa muchowego. W omawianej tutaj dziedzinie związanej z wykonywaniem i stosowaniem sztucznych muszek zauważam inwazję prostactwa i zwyczajnego niechlujstwa. Stosunkowo niedawno miałem nieprzyjemność przeglądania aktualnego katalogu muszek czołowej, niegdyś wielce szanowanej brytyjskiej firmy. Muszki (ich zdjęcia) ze świętej już grupy GENERAL PATTERNS, oferowane tamże, swym niechlujnym wyglądem wołały o pomstę do nieba! To jakby do imadełka posadzić pięcioletniego przedszkolaczka i kazać mu klecić muszki! W innym też opracowaniu, (i też – przez litość nie podaję szczegółów), to co pokazano zdjęciami suchych halfordowskich muszek (swoistych klejnocików), też woła o pomstę do nieba! No cóż, w pogoni za zyskiem, wielkie niegdyś i kiedyś renomowane firmy spadły do poziomu handlarzy chłamu robionego paluszkami dalekowschodnich wyrobników, za nędzne zresztą pensy lub inne centy. A już nawet nie wspomnę o zupełnej dowolności w nazewnictwie tych „wyrobów”.

 

                  Szeroka fala dziadostwa płynie, zwłaszcza w internecie. Różne wyroby domorosłych „twórców”, pod wyssanymi z palca nazwami, kuszą naiwnych w licznych witrynach – że tak ogólnie się wyrażę. Już dawno zaczęło mnie nurtować pytanie, po jaką cholerę trudziłem się kopiąc w trudno dostępnych, ale pierwotnych literaturowych źródłach, traciłem godziny składając to wszystko do kupy, godzinami ślęcząc nad ilustracjami i wreszcie – ale to było w poprzednim, słusznie minionym okresie – aby wysłuchiwać gadaniny ówczesnego towarzysza-szefa Drukarni Wydawniczej w Krakowie, że woli on wydać historię ruchu robotniczego niż książkę o jakiśch tam muszkach, (dotyczyło to moich przymiarek do I wydania, grubo przed 1992 rokiem, aż wreszcie dzięki uprzejmości Wydawnictwa Drawa w Poznaniu, a osobliwie Kol. Jana Pałki, udało mi się pierwsze wydanie w 1992 roku)! Powtarzam więc, po jaką cholerę rzucałem groch o przysłowiową ścianę ignorancji i nieuctwa? Po jaką cholerę – w końcu – zdecydowałem się na drugie, uzupełnione i zmienione wydanie mojej książki, skoro te wszystkie rady, upomnienia, próby jakiegoś uporządkowania podstawowych pojęć muszkarskich, to tylko przysłowiowe biblijne perły przed wieprze?

Powracając do poprzedniej myśli – Niektórzy więc oferenci tych przeróżnych osobliwości uważanych przez nich jako muszki, (mam nadzieję, że bezwiednie), nawet naruszają prawa autorskie (copyright) przypisane niektórym znaczącym amerykańskim fly-tierom zamieszczając w swoich internetowych ofertach oryginalne (autorskie) zdjęcia muszek, nie wysilając się nawet na usunięcie tych napisów ze zrzynanych z cudzych katalogów zdjęć. Oby nie doczekali się oni prawnych represji ze strony okradzionych z pomysłu, a możnych posiadaczy copyright!

                 Nie mogę też zgodzić się z tłumaczeniami, że skoro obecnie napotykamy coraz większe trudności w zdobywaniu niektórych naturalnych materiałów, to – zwłaszcza przy masowej produkcji stosunkowo taniego chłamu – musimy stosować substytuty nawet tam, gdzie nie są konieczne. Pewnych jednak materiałów nie da się niczym zastąpić, (np. muszki z grupy GENERAL PATTERNS), więc skoro nie jesteśmy w stanie czegoś zdobyć, to z wykonywania pewnych muszek na razie powinniśmy zrezygnować. No, ale z chęci zysku ludzie potrafią wiele! Nie rozwijając myśli, temat materiałów do wykonywania przyzwoicie prezentujących się muszek, to już zupełnie inna para kaloszy.

 

Muszki Hardy’ego, lata 30-te XX w.

 

Muszki Hardy’ego, lata 30-te XX w.

Muszki Milwarda, lata 30-te XX w.

Muszki Milwarda, (niektóre lekko uszkodzone), lata 30-te XX w.

wszystkie haczyki Milward Round, lata 30-te XX w

 

łososiowe Milward oraz kilka niemieckich (?),lata 30-te XX w.

trociowe Milwarda (czy wszystkie?) lata 30-te XX w.

trociowe i łososiowe angielskie (Hardy), lata 30-te XX w.

 

trociowe Rodzina Mallard and …wyk. W.Węglarski. (2012)

trociowe Rodzina Grouse and …wyk. W.Węglarski. (2012)

 


Komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz

Przejdź do logowania