Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background

Hofland’s Fancy – muszka-legenda, muszka-nestor

Hofland’s Fancy – muszka-legenda, muszka-nestor

 

      Przyglądnijmy się tej nieco zapomnianej muszce pstrągowej zwanej Hofland’s Fancy. Jej pierwotny wzór – niejako fundament – opisał w 1839 roku brytyjski muszkarz Thomas Christopher Hofland (1777-1842), w swoim „Fly Fisher’s Manual” – takimi mniej więcej słowami: „Ta muszka będąca od wielu lat moją ulubioną, tak właśnie została nazwana przez moich przyjaciół”.

Dalej umieścił cenną uwagę, że jest szczególnie użyteczna po zachodzie słońca, praktycznie o każdej porze roku. Nawiasem mówiąc:

[- Bardzo dawno temu (koniec lat 50-tych XX wieku), na krakowską mokrą Hofland’s Fancy #12 (tą z „buraczkowym odwłokiem”) łowiłem latem po zachodzie słońca (szarówka) na Dunajcu poniżej Czorsztyna podczas masowych lotów chruścików, gdy te sympatyczne owady miałem wszędzie, przede wszystkim na głowie i za koszulą. To było coś niesamowitego! Nie powiem, że zapychałem koszyk pstrągami lub lipieniami, bo tych ryb – wbrew pozorom – nie było wtedy w Dunajcu zbyt wiele, natomiast roiło się tam od kleni, jelców i świnek. Łowiłem – i wypuszczałem – klenia za kleniem, jelca za jelcem, bo i tak już miałem w koszyku 2-3 klenie ponad 40 cm. A po co mi było więcej ryb? Za to nieraz widziałem, miny sąsiednich „muszkarzy”, którzy wpadali prawie w szał widząc, że praktycznie co rzut, to holuję rybę, a którą później wypuszczam, zamiast zeżreć lub dać świniom [powszechna praktyka niektórych ówczesnych tzw. „muszkarzy”, których mięsiarskie ekspedycje na motorowerkach często oczyszczały ten górny odcinek Dunajca z 20 centymetrowych (przeważnie) kleników lub jelcy-]

Kończąc tę smutną dygresję, tego rodzaju panom, tej mojej „cudownej” muszki oczywiście nie pokazałem, dzięki czemu być może uratowałem od mięsiarskiej zagłady kilkaset kleników i innej drobnicy. Także, z czasem uodporniłem się na epitety na „ch” lub „b” – raz nawet kiedyś usłyszane od „wędkarza”-posiadacza Złotej Odznaki PZW z Wieńcami, gdy na jego oczach wypuściłem z powrotem do wody 58 cm głowacicę (wtedy było 60 cm)!!! „Bo takie są najsmaczniejsze” – wykrzyczał pan Adaś (nazwiska nie podam, bo wstyd) !!!

Ale, do rzeczy: Podaję także pierwotną recepturę tej muszki:

  • Ogonek – brązowy (w domyśle – „mokry” kogut)
  • Tułów – nić, ciemny claret Jeżynka – brązowa (w domyśle – „mokry” kogut)
  • Skrzydełka – ostro (bittern) jasny lub jasny indyk

Wizerunek tego wzoru wykonanego przez Jamesa Birkholma, przedstawiam poniżej.

 

 

W swoim opracowaniu p.t. „Fly Patterns and Thetr Origins” (1839) H. H. Smedley przytacza następującą recepturę:

  • Ogonek – dwa lub trzy promienie czerwonego pióra (domyślnie - brązowy kogut)
  • Tułów – czerwonawy ciemno brązowy jedwab Jeżynka – czerwone pióro (domyślnie - miękki „mokry” brązowy kogut)
  • Skrzydełka – ze sterówki słonki

Wizerunek tego wzoru, wykonanego przez p. Deannę Birkholm, przedstawiam poniżej:

 

 

     Jak widać, wariant ten praktycznie nie odbiega od pierwotnego oryginału Hoflanda. Kolejne opracowania Hofland’s Fancy niejako zgodnym chórem potwierdziły, że oryginalnie opracowany w latach 30-tych XIX wieku wzór tej muszki zajął zasłużenie szacowne miejsce w pudełkach wielu muszkarzy jako jeden z najważniejszych uniwersalnych wzorów – takiej arystokracji w ogromnej grupie sztucznych muszek. I pomyśleć, jak naśladownictwo tego niewielkiego „spinnerka”, w tak krótkim czasie stało się ważnym składnikiem grupy najważniejszych muszek, grupy określanej jako „general patterns”! Kolejne, bardzo niewiele odbiegające od pierwowzoru, wykonanie p. M. Shelvey, przedstawiam poniżej. Warto tutaj zauważyć, że nieśmiało pojawia się, (przynajmniej w opisach), wariant z brązowawym tułowikiem, co prawdopodobnie możemy uważać za pierwszą jaskółkę obecnie „panującej” w recepturach brązowej wersji Hofland’s Fancy, a co już uwzględniłem dobrych kilkanaście lat temu w swoich dwóch wydaniach książki nt. wykonywania sztucznych muszek, (poz. 90, wyd. II, 2004).

Receptura tego wykonania jest następująca:

  • Haczyk - #12 - #16
  • Nić wiodąca – ciemno czerwonawo brązowy jedwab
  • Ogonek – trzy promienie, brązowy kogut
  • Tułów - ciemno czerwonawo brązowy jedwab Jeżynka – brązowy (miękki) kogut
  • Skrzydełka – słonka (lotka)

 

 

      A teraz mam takie uwagi:

Już tutaj zaczęła ujawniać się nieznośna, a na dodatek nieścisła maniera podawania w recepturach NUMERU HACZYKA, zamiast NUMERU WIELKOŚCI muszki, co jest o tyle niejednoznaczne, że nie zawsze nr wielkości = nr haczyka. No bo, przykładowo – muszka na haczyku #10 ale 4x long shank , to NAPEWNO NIE WIELKOŚĆ MUSZKI #10, lecz zupełnie inna! O tym SZEROKO piszę w swoich II wydaniach w/wym. książki i tam odsyłam, a na razie tutaj tylko tyle. Nie sposób nie wspomnieć o obecnie modnej i snobistycznej manierze podawania w recepturach nawet konkretnej nazwy firmy-wytwórcy haczyków, (firmowa nazwa, typ haczyka), przeważnie trudno dostępnych, a często nadmiernie drogich. Ot, takie bezczelne lokowanie produktu, jak to się o tym teraz elegancko mówi. Po drugie: Dekretowanie koloru, (a często nawet konkretnego producenta), nici wiodącej – to zbędna przesada, a na dodatek – też sprytne lokowanie produktu! To nikomu niepotrzebne komplikowanie rzeczy tak prostej, jak oczywista dla muszkarza zasada, że nić wiodąca powinna być „spokojnie” ubarwiona, np. brąz, szara, oliwka itp. „owadzie” kolory. A wymyślanie cudactw w postaci odcieni kolorów nici wiodących, to wymysł handlarzy materiałami muchowymi, co po prostu trzeba nazwać tzw. strzyżeniem frajerów. Sami zresztą zobaczcie, co ludzie potrafią wymyślać na różnych tzw. publikatorach, przykładowo – w internecie! Kolejka kandydatów do wpychania się kuchennymi drzwiami do historii muszkarstwa stała się już tak ogromna, że od tłoku zaczyna już trzeszczeć futryna tych czarodziejskich drzwi. Wracając jednak do naszej Hofland’s Fancy.

_______________________________________________________________________

Polecamy artykuł: SKRZYDEŁKA SUCHEJ MUCHY, autor: Jarosław Zych

_______________________________________________________________________

       Ta skrótowo nakreślona droga od „fundamentu” z 1839 roku do obecnie „panującego” wzorca tej muszki odpowiada nam wreszcie na pytanie, dlaczego w historycznej już zakładowej normie ZN-67/CZSP/EG/184 Krakowskiej Spółdzielni Pracy Sprzętu Wędkarskiego, w recepturze tej mokrej muszki znalazła się fraza „odwłok – buraczkowy”, a nie „brązowy”. I nie był to błąd ani żadna literówka, (co niegdyś podejrzewałem), lecz świadome nawiązanie do pierwotnych XIX-wiecznych wykonań! Jak już marudzę, to jeszcze kilka myśli. Dalsze historyczne losy tej pięknej muszki, to z biegiem lat lawina przeróżnych dziwacznych niekiedy konstrukcji, pojawiająca się w różnych krajach lub prezentowana przez różnych wykonawców. A prawie to wszystko – najprawdopodobniej z powodów komercyjnych, z niczym nieuprawnionym opatrywaniem tych cudactw szacowną nazwą Hofland’s Fancy.

Chcąc w tym wszystkim zachować pewien umiar, przy pełnym szacunku dla tradycji, proponuję oglądnięcie trzech rozwiązań Hofland’s Fancy, które pasując do naszych czasów, zawierają drobne modyfikacje. Pierwsza, to że nawoje nici na tułowikach zawsze wzmacniam cienkim drucikiem. A dlaczego? Ano, aby nawoje jedwabiu, mimo ułożenia ich na warstewce szelaku, nie zsuwały się podczas łowienia, psując sylwetkę muszki. Zjawisko to już dawno temu zauważyłem oglądając „przełowione” i już rozłażące się stare muszki Milwarda, Hardy’ego i Ziegenspecka. Drugie, to stosowanie – zamiast jedwabiu naturalnego – włókien syntetycznych. Różnica pomiędzy nimi jest zauważalna tylko przez mole, które chętnie odżywiają się niezbyt dobrze zabezpieczonymi naturalnymi materiałami muszek, (wełny, jedwabie, pióra, sierść),  pożerając je z lubością – do gołego haczyka. Trzecie, to że zamiast słonki,  która – jak już pisałem – jest materiałem bardzo rzadkim i trudno dostępnym, stosujemy pióra kury bażanta łownego. Indyka raczej nie, bo jego pióra są za grube na skrzydełka niewielkich muszek i pasują raczej do wykonań dużych trociowych i łososiowych. No – „z brak laku” - (jak to się mówi), można stosować lotki koguta bażanta domowego, ale tylko w ostateczności!

Poniżej zamieszczam trzy proponowane na dzisiaj wzory mokrej Hofland’s Fancy.

Jak już marudzę, to jeszcze kilka myśli. Dalsze historyczne losy tej pięknej muszki, to z biegiem lat  lawina przeróżnych dziwacznych niekiedy konstrukcji, pojawiająca się w różnych krajach lub prezentowana przez różnych wykonawców. A prawie to wszystko – najprawdopodobniej z powodów komercyjnych, z niczym nieuprawnionym opatrywaniem tych cudactw szacowną nazwą Hofland’s Fancy.

       Przeglądając w źródłach tę dziwaczną galerię można doznać znanego uczucia określanego powiedzeniem, że mózg staje na to w poprzek! Kończąc tę myśl przypomnę o tym, o czym już kiedyś pisałem przy okazji rozwiązań na temat niemniej słynnej March Brown. Konkluzja była mniej-więcej taka: Co producent (lub sprzedawca), to inna muszka, ale zawsze March Brown, bo to się dobrze sprzedaje. Czy jednak w tym całym „twórczym” rozwoju można znaleźć coś sensownego? Na szczęście tak, bo z czasem pojawiła się i dobrze się spisuje sucha odmiana tej słynnej muszki. Generalna zasada w przypadkach tworzenia suchych odpowiedników jest prosta jak parasol: Kolorystyka części muszki musi być zachowana, a reszta, to: Ogonek, jeżynka – wysokiej klasy sucha jeżynka z piersiowych lub siodłowych piór koguta, tułowik – jedwab w kolorze, albo claret („fundament” z 1839 r.), albo brązowy (obecnie „panujący”), skrzydełka – słonka (materiał rzadki i drogi), a zastępczo kura bażanta łownego, a „z braku laku” nawet dopuszcza się odpowiednio nakrapiane lotki koguta bażanta. I aż tyle!

       Na koniec jeszcze jedno: Kiedy tak sobie wertowałem stare źródła śledząc mechanizmy powstawania obecnie powszechnie przyjętych znanych wzorów, to w wielu przypadkach aż trudno mi było uwierzyć, jak daleko poszła ta swoista ewolucja. Taki pierwszy przykład z brzegu: February Red (mokra), dla której pierwowzór („fundament”), a obecnie przyjęty wzór – to niebo a ziemia. I można by tak dalej wymieniać, ale to już zupełnie inna historia.

 

Wojciech Węglarski Kraków, styczeń 2022

 

Inne arykuły autora:

Flytying w praktyce / Trochę o nazwach muszek...

History flytying / Moje byłe Eldorada - Prolog

History flytying / Polskie nazwy muszek

History flytying / Polskie nazwy muszek cz. 2

History flytying / Epilog

 

Polecamy:
Portal Namuche.pl

C&R

Warto przestrzegać tych zasad, warto wyrabiać nawyki zwłaszcza, jeśli chodzi o szczególne traktowanie ryb niemiarowych i objętych ochroną.

Jerzy Kowalski


Komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz

Przejdź do logowania